Muzyczka

czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 6

* Oczami Lily*

Musze się gdzieś zakwaterować na jakiś czas. Ale z dala od ludzi. Pomyślmy...

* Freddy Fazbears Pizza*

 - To idziemy w końcu czy nie? - zapytałem.
- Cierpliwości Died. - powiedział Freddy
- Już czekamy 2 dni! - wypomniałem mu.
- Bo musimy się przygotować. - wytłumaczył.
- Przecież mamy wszystko co potrzebne. Narzędzia, plan miasta, te dziwne urządzenia do porozumiewania się... Czego jeszcze nam brakuje?
- Ehh... Nie zrozumiesz. Spokojnie wyjdziemy tej nocy, obiecuje ci.
- No ja myślę.
- A więc tak... rozdzielimy się na 3 grupy: Ja i Bonnie, Chica i Foxy, a ty Died niestety będziesz musiał iść sam. Drużyna A pójdzie na wschód, B na zachód, a C na północ.
- Ok - powiedzieli wszyscy jednocześnie.
- To ruszamy.
----------------------------------------------------------------------
Sorry, że krótki. Ale wy też nie dajecie mi motywacji do pisania.

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 5

- Jak to "na wolność"? - zapytał Died.
- Tak to. - odpowiedziałam.
- Chcesz wyjdź stąd? - zapytał głupkowato.
- Tak.
- Oszalałaś?
- Tak. Przez was.
- Jak niby? - zapytał, zdziwiony.
- A kto mnie cały czas unika? Chociaż dobrze wiedzie, że ktoś mną wtedy manipulował? No kto? WY!
- Ej, ale nie płacz...  - próbował mnie uspokoić.
- Jak mam nie płakać? No jak powiedz mi? - zapytałam go, bliska rozpaczy.
- Przepraszam... - rzekł niepewnie.
- Za co? Za 15 lat siedzenia w schowku?  Patrzenia jak uciekacie przede mną? A morze za to, że mnie zostawiłeś? Czy ty widzisz w jakim ja jestem stanie? Pełna rdzy, a moje uszy już szkoda gadać.
- Naprawimy cię jakoś...
- JAK!? Nawet jak się to wam uda, do końca naprawy będziecie się bali, że was ugryzę.
- Wcale nie...
- Nie kłam! Idę. Nie próbuj mnie zatrzymywać.

Byłam wściekła! On jeszcze śmie mnie przepraszać. Już trochę za późno na przeprosiny. Nienawidzę go. Nienawidzę ich wszystkich! Już widać drzwi.  Na pewno nie będą za mną tęsknili.

---------------

- Freddy! - krzyknąłem.
- Co się dzieje Died? Miałeś pilnować Lily.
- Wiem. Przepraszam... Ale ona....
- No wykrztuś to z siebie. - pośpieszył mnie.
- Wyszła.
- Ze schowka? - zapytał, zaniepokojony.
- Nie. Z restauracji.
- Co?! Trzeba zwołać wszystkich. Natychmiast. - rozkazał.
- Ale przecież i tak ją unikaliśmy. - powiedziałem.
- Ale to nie znaczy, że mamy ją gdzieś. My się jej boimy, ale nie nie lubimy. - wytłumaczył mi Freddy.
- Aha. - było to dla mnie trochę nielogiczne, ale nie chciałem się już kłócić.


Po chwili, wszyscy już byli w sali jadalnej.
- Serio wyszła? - zapytała się Chica.
- Tak. - odpowiedziałem.
- Czemu jej nie zatrzymałeś? - zapytał się Golden Freddy. Wciąż nie rozumiałem jak on się porusza bez swojego endoszkieletu.
- Bo... Powiedziała coś. Nie ważne. Musimy ją znaleźć. - zmieniłem szybko temat.
- Racja. - szkodził się ze mną Bonnie.
- Zgadzam się z wami, ale musimy, niestety, zająć się tym jutro. Niedługo szósta. Wracajmy na swoje miejsca. - powiedział Freddy. Gdy doszedłem do swojego stolika, ostatni raz pomyślałem o Lily błąkającej się po tamtym świecie i zasnąłem.

-------------

Dość szybko zorientowałam się w tym świecie. Było tam strasznie dużo endoszkieletów bez kostiumów, przed którymi musiałam się chować. W nocy było ich bardzo mało, ale w dzień aż się od nich roiło, więc musiałam być cały czas w ukryciu. Odkryłam, że istnieją istoty zwane "psami" i "kotami". Te na, które mówią koty, są małe, ale już psy mogą mieć różną wielkość. Raz zaatakował mnie taki maciupeńki piesek, a endoszkielet, do którego chyba należał, na mój widok się przestraszył. Może myślał, że chce włożyć na niego kostium? Debil. Nie miałam przecież, żadnego przy sobie.

---------------------------------------------------------------

Bardzo proszę o komentarze. Nie wiem czy pisać dalej, czy to bez sensu, bo ilość wyświetleń nic nie znaczy tak naprawdę.

Rozdział 4

- Dobrze Bonnie... Ty pójdziesz pierwszy. Najpierw pójdziesz do schowka. Tak wiem, że tam jest Lily, ale nie będziesz musiał tam długo stać. Jak znowu do ciebie zajrzy patrz się w kamerę. Ty Chica, jak ten endoszkielet będzie się patrzył na Bonnie'go, szybko pójdziesz do kuchni. Ty, Died, będziesz pilnował drzwi do schowka by Lily nie wyszła i tak jak wcześniej, nie popsuła tego endoszkieleta.
- Czemu ja?
- Bo ciebie najbardziej się słucha. Gdy ostatnio stała tam Chica, niemal ją zniszczyła.
- Ja też bym się wkurwił, gdyby ktoś ciągle darł się "Pizza!" przez całą noc.
- Oj tam, oj tam. Miałam ochotę na pizze.
- Ty zawsze masz ochotę na pizze.
- Cisza!

*1 godzinę później*

- Foxy, pomóż  mi ich rozdzielić!
- Czemu? Fajnie patrzeć jak się biją.
- Foxy...
- Okay! Chica zostaw go. On żartował.
- Ja mu zaraz tam "Obżerający się pizzą, kubełek z KFC!"
- Boże...
- LILY!

 Jak zwykle na mój widok wszyscy się pochowali. To ich wina, że wyszłam. A więc Died będzie mnie pilnował. Lepiej wrócę to schowka by mogli zrealizować swój "plan".



- Poszła już, Foxy?
- Tak.
- Dobra, to bierzemy się to realizowania planu. Wszyscy na miejsca, zaraz przyjdzie.


- Cholera, Bonnie mi uciekł. Hmm... Jest w schowku. Dziwnie. Mówiono mi,że inne animatrony nie zbliżają się to Lily. Trudno się mówi. Kurwa! Boże... Jak mnie przestraszył. Gdzie Chica? Hmm.... Jest w kuchni... Kurde, teraz Died. Uff. Jest przed schowkiem. Bonnie gdzieś poszedł... Foxy wychyla się zza kurtyny... Lepiej zamknę drzwi.


- To nie fair. Oni się bawią, a ja muszę tu stać.
- Jak ci się nie podoba pilnowanie mnie to sobie idź.
- ...
- Teraz to się do mnie nie odzywasz. To już nie pamiętasz jak mnie prosiłeś żebym się zajęba dziećmi bo ty już nie dajesz rady? Nie pamiętasz tego Died?
- Cicho bądź.
- Bo co?
- Bo jajco... Czekaj! Gdzie ty idziesz?
- Daleko. Nie powinno cie to interesować.
- Ale ja mam cie pilnować...
- Żebym nie dostała się do tego endoszkieleta. Nie zamierzam do niego iść.
- To gdzie idziesz?
- Na wolność...

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 3

Dedykuje to pewnemu komuś, który stworzył nowego animatrona. ;)



Czemu ta kamera cały czas działa? Czyżbym tylko ja ją zauważyła? No cóż, chyba będzie się trzeba tam przejdź. Jak zwykle się pochowali... Nawet Died. A kiedyś tak się przyjaźniliśmy. No cóż. Wszystko co dobre kiedyś się kończy.  Hmm... Zamknął drzwi. Nic dziwnego. Gapi się na mnie. Chyba nie wyglądam aż tak strasznie? Mam tylko jedno ucho naderwane i zepsuta szczękę. A on się patrzy tak jakbym chciała go zabić. Ja chce tylko wpakować tego niegrzecznego endoszkieleta do kostiumu. Oby tylko nie zapalił światła. Szlak! No i wykrakałam.  Pokazałam mu kły i sobie poszłam. W kącie zauważyła Died'a, ale jak tylko mnie zobaczył to się schował. Mam tego wszystkiego dość! Najwyraźniej nie pamiętają jak im pomagałam! Już nigdy nie wyjdę z tego schowka!

----------------------------
Sorrka, że krótki. Nie mam weny.

Rozdział 2

*15 lat później*
W biurze
------------
- A! I uważaj na Lily. Zwykle siedzi w schowku, ale czasami wychodzi. Jeśli jest w pobliżu nie musisz się martwić o inne animatroniki. Od wypadku w '87 nie zbliżają się do niej. To tyle na dzisiaj. Powodzenia!

- Lily? Nie słyszałem o takim animatroniku.

Schowek
------------
Boże, jakie nudy. Odkąd włożyłam ostatniego endoszkieleta do kostiumu nic się nie dzieje. Co tak mruga? Kamera! To znaczy, że ktoś jest w biurze z drzwiami. Eee... Pewnie inne animatrony już tam są. Czemu oni się do mnie nie zbliżają? To przecież nie moja wina. Ktoś mną kontrolował! Przydałoby się tu trochę posprzątać.

Poza schowkiem
----------------------
- Słuchaj Freddy. Tam ktoś jest, możliwe, że kolejny endoszkielet.
- Co ty bredzisz Bonnie.
- Nic nie bredze. Patrz. Widzisz? Kamery działają czyli ktoś jest w biurze. Chodźmy to sprawdzić.
- No dobra.
- To ja idę do kuchni poszukać pizzy.
- Jak zwykle Chica.
- Zamknij się Foxy!
- Freddy, chodźmy już.
- Dobra.


- Hmm... szlak! Freddy i Bonnie tu idą. Szybko muszę zamknąć drzwi! O! Hej Bonnie...Hehehe.

- Mówiłem ci? Nie ma kostiumu! To wbrew regulaminowi.
- Przepraszam, że ci nie uwierzyłem Bonnie.
- Nic nie szkodzi.
- A jeśli chodzi o tego endoszkieleta, poczekajmy do jutra. Dzisiaj i tak nie uda nam się nic zrobić. Za pół godziny szósta, a on ma połowe energii. Chodź, wracajmy.

-----------------------------------------------------------------------
Wiem nieco  nudny, ale dopiero się rozkręcam. I proszę o komentarze!


Rozdział 1

- Boże, jakie to ciężkie.
- No. Dobrze, że jest wyłączona. Trudno mi uwierzyć, że kogoś ugryzła.
- Mi też. I pomyśleć, że był to mój ulubiony animatronik.
- W ogóle, nie wiedziałem, że można żyć bez płatu czołowego.
- Można. Ale wtedy jesteś jak roślina.
- Aha. Dobra połóżmy ją tutaj. Szkoda, że przez jeden taki incydent, zamknięto tą restauracje.
- No. Ale jeszcze wcześniej zaginęło tu 5 dzieci.
- Pamiętam. Ale i tak szkoda. Brr... Zimno się zrobiło. Chodźmy stąd.
- Strach cię obleciał? Hehe.
- Nie... Po prostu dziwnie się czuje. Chodź.
- Dobra, dobra. Żegnaj Lily.

Ale ja nie chciałam się jeszcze żegnać.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę o komentarze! Nawet te negatywne ;)

Hey! Welcome to Freddy's!

To jest mój pierwszy blog o FNAF, dlatego proszę o wyrozumiałość. Za wszelakie błędy bardzo przepraszam. Będę się starała sprawdzać posty, ale pewnie dość często odezwie się mój leń i mi nie pozwoli. A więc to na tyle. Zapraszam do czytania!