- Jak to "na wolność"? - zapytał Died.
- Tak to. - odpowiedziałam.
- Chcesz wyjdź stąd? - zapytał głupkowato.
- Tak.
- Oszalałaś?
- Tak. Przez was.
- Jak niby? - zapytał, zdziwiony.
- A kto mnie cały czas unika? Chociaż dobrze wiedzie, że ktoś mną wtedy manipulował? No kto? WY!
- Ej, ale nie płacz... - próbował mnie uspokoić.
- Jak mam nie płakać? No jak powiedz mi? - zapytałam go, bliska rozpaczy.
- Przepraszam... - rzekł niepewnie.
- Za co? Za 15 lat siedzenia w schowku? Patrzenia jak uciekacie przede mną? A morze za to, że mnie zostawiłeś? Czy ty widzisz w jakim ja jestem stanie? Pełna rdzy, a moje uszy już szkoda gadać.
- Naprawimy cię jakoś...
- JAK!? Nawet jak się to wam uda, do końca naprawy będziecie się bali, że was ugryzę.
- Wcale nie...
- Nie kłam! Idę. Nie próbuj mnie zatrzymywać.
Byłam wściekła! On jeszcze śmie mnie przepraszać. Już trochę za późno na przeprosiny. Nienawidzę go. Nienawidzę ich wszystkich! Już widać drzwi. Na pewno nie będą za mną tęsknili.
---------------
- Freddy! - krzyknąłem.
- Co się dzieje Died? Miałeś pilnować Lily.
- Wiem. Przepraszam... Ale ona....
- No wykrztuś to z siebie. - pośpieszył mnie.
- Wyszła.
- Ze schowka? - zapytał, zaniepokojony.
- Nie. Z restauracji.
- Co?! Trzeba zwołać wszystkich. Natychmiast. - rozkazał.
- Ale przecież i tak ją unikaliśmy. - powiedziałem.
- Ale to nie znaczy, że mamy ją gdzieś. My się jej boimy, ale nie nie lubimy. - wytłumaczył mi Freddy.
- Aha. - było to dla mnie trochę nielogiczne, ale nie chciałem się już kłócić.
Po chwili, wszyscy już byli w sali jadalnej.
- Serio wyszła? - zapytała się Chica.
- Tak. - odpowiedziałem.
- Czemu jej nie zatrzymałeś? - zapytał się Golden Freddy. Wciąż nie rozumiałem jak on się porusza bez swojego endoszkieletu.
- Bo... Powiedziała coś. Nie ważne. Musimy ją znaleźć. - zmieniłem szybko temat.
- Racja. - szkodził się ze mną Bonnie.
- Zgadzam się z wami, ale musimy, niestety, zająć się tym jutro. Niedługo szósta. Wracajmy na swoje miejsca. - powiedział Freddy. Gdy doszedłem do swojego stolika, ostatni raz pomyślałem o Lily błąkającej się po tamtym świecie i zasnąłem.
-------------
Dość szybko zorientowałam się w tym świecie. Było tam strasznie dużo endoszkieletów bez kostiumów, przed którymi musiałam się chować. W nocy było ich bardzo mało, ale w dzień aż się od nich roiło, więc musiałam być cały czas w ukryciu. Odkryłam, że istnieją istoty zwane "psami" i "kotami". Te na, które mówią koty, są małe, ale już psy mogą mieć różną wielkość. Raz zaatakował mnie taki maciupeńki piesek, a endoszkielet, do którego chyba należał, na mój widok się przestraszył. Może myślał, że chce włożyć na niego kostium? Debil. Nie miałam przecież, żadnego przy sobie.
---------------------------------------------------------------
Bardzo proszę o komentarze. Nie wiem czy pisać dalej, czy to bez sensu, bo ilość wyświetleń nic nie znaczy tak naprawdę.
pisz dalej to jest ciekawe
OdpowiedzUsuń